Przed Wojną

Szukałem w nim jakichś cech herosa. I nie znalazłem. To ciągle był ten sam uśmiechnięty, pogodny i łagodny Janek. [...] Może tylko gdzieś, na samym dnie jego uśmiechu, czaiły się te stalowe błyski, właściwe ludziom, którzy przemaszerowali przez piekło – tak Jana Rodowicza wspominał kiedyś Jan Suzin, kolega ze studiów na Politechnice Warszawskiej, gdzie uczyli się tuż po wojnie.

Jan Rodowicz „Anoda” – szczupły, wysoki, przystojny blondyn; żywiołowy, w gronie kolegów czasem łobuzerski, wobec kobiet nieodmiennie szarmancki. Zawsze w biegu, ale otwarty na innych, gotowy do pomocy. Dowcipny kolega, ale opanowany i odpowiedzialny żołnierz. Wreszcie – utalentowany student architektury, który po studiach mógłby wpływać na kształtowanie przestrzeni stolicy.

Dane mu było przeżyć tylko dwadzieścia sześć lat (urodził się 7 marca 1923 roku, zginął 7 stycznia 1949 w okolicznościach dotychczas ostatecznie niewyjaśnionych). Ale tym, co w trakcie tego krótkiego czasu zdziałał, można byłoby obdzielić co najmniej kilku jego rówieśników.

Powstał o nim spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Mariusza Malca, w Warszawie ma ulicę i pamiątkowe tablice, nagrodę jego imienia przyznaje Muzeum Powstania Warszawskiego. Tylko pomnika jeszcze nie ma…

– To był pistolet! Chłopak pełen wigoru, poczucia humoru, ruchliwy i wiecznie zajęty – wspominał go towarzysz broni Stanisław Krupa „Nita”. – Kiedyś przybiegł do mnie, propozycję wypicia kawy odrzucił: „Nie, wpadłem tylko opowiedzieć ci dobry dowcip”. Opowiedział i już go nie było.

Historia harcerza, żołnierza, studenta i przyjaciela, powstańczego dowódcy, który zginął już po wojnie, aresztowany i przesłuchiwany przez bezpiekę, była w okresie PRL utajniana przez władze. Zachowała się jednak w relacjach najbliższych mu osób, w pamięci rodziny, przekazującej sobie wiedzę na temat tzw. sprawy Jana Rodowicza.

Rodzina i szkoła

Rodzina „Anody” wpisywała się w patriotyczne dzieje Polski w różnych momentach historycznych.

Jego dziadek, Teodor Rodowicz, jako osiemnastoletni chłopak brał udział w powstaniu styczniowym i był więziony w Sankt Petersburgu;

Babka, Zofia z Kałużyńskich Bortnowska, śpiewaczka, zorganizowała w Żytomierzu tajne Towarzystwo „Oświata” i polski chór;

Brat matki, gen. Władysław Bortnowski, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a w 1939 roku dowodził Armią „Pomorze”;

Brat ojca, mjr rez. Stanisław Rodowicz, walczący w 1920 i 1939 roku, zginął w Katyniu;

Starszy o siedem lat brat Jana, Zygmunt, podporucznik służby stałej artylerii Wojska Polskiego, zginął w Powstaniu Warszawskim 30 sierpnia 1944;

Ojciec „Anody”, Kazimierz Rodowicz, był specjalistą z zakresu inżynierii wodnej, pracownikiem Głównej Dyrekcji Dróg Wodnych (od 1927 jako dyrektor), wykładowcą na Politechnice Warszawskiej, autorem kompleksowego projektu regulacji Wisły i projektantem m.in. kilku polskich portów rzecznych. To po nim Jan odziedziczył pasję do nauk ścisłych i po wojnie na swoje studia również wybrał Politechnikę.

Gdy przyszła wojna, Jan Rodowicz był młodym człowiekiem przed maturą (egzamin dojrzałości złożył w czasie wojny, w 1941 roku), który do walki zbrojnej przeszedł wprost z harcerstwa.

Jako uczeń Prywatnej Szkoły Powszechnej Towarzystwa Ziemi Mazowieckiej przy ulicy Klonowej należał do 21. Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. gen. Ignacego Prądzyńskiego, a od 1935, w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego przy ulicy Myśliwieckiej, był członkiem słynnej „Pomarańczarni” (23 WDH im. Króla Bolesława Chrobrego), nazwanej tak od koloru chust.

W Batorym zaprzyjaźnił się z Tadeuszem Zawadzkim, Maciejem Aleksym Dawidowskim i Janem Bytnarem – późniejszymi bohaterami „Szarych Szeregów” i Batalionu „Zośka”, opisanymi przez Aleksandra Kamińskiego w Kamieniach na szaniec.

Z kolei na tajnych kompletach, organizowanych w mieszkaniu państwa Saskich przy Filtrowej, zaprzyjaźnił się z Józefem Saskim, zwanym Ziutkiem. Obu łączyła pasja do elektrotechniki. Stąd wzięły się później ich konspiracyjne pseudonimy, Rodowicza „Anoda” i Saskiego – „Katoda”.

– Janek praworęki, Ziutek leworęki, gdy projektowali kable, spotykali się z dwóch stron tablicy. Byli jak jedność w sprzeczności, różni absolutnie. Ale się przyjaźnili – opowiadała Anna Saska, żona „Katody”.

Obaj brali udział w słynnych akcjach Grup Szturmowych, z Powstania jednak „Katodę” wyeliminowała gruźlica. Ale ich przyjaźń przetrwała wojnę. „Katoda” został adwokatem, zmarł w 1979 roku.