Okupacja

– Janek miał ważną cechę: umiał połączyć wojskową dyscyplinę z młodzieńczą chęcią przeżycia przygody – stwierdza Anna Jakubowska „Paulinka”.

Pierwsze pieniądze „Anoda” zarobił w warsztacie elektrotechnicznym inż. Tadeusza Czarneckiego, później pracował w zakładach Philipsa. W 1941 roku, po egzaminie dojrzałości i prywatnym kursie budowy maszyn i elektrotechniki, uczył się w Państwowej Szkole Elektrycznej (skończył ją w 1943 roku z wynikiem dobrym). Nauce i pracy nie poświęcał jednak całego swego czasu, koncentrując się przede wszystkim na działalności konspiracyjnej.

Najpierw ukończył kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty ZWZ-AK, a później kurs wyszkolenia bojowego i wielkiej dywersji. Po utworzeniu Grup Szturmowych został zastępcą dowódcy 2. drużyny Feliksa Pendelskiego w Hufcu Centrum.

Akcje Grup Szturmowych z jego udziałem przeszły do historii. Było ich ponad dwadzieścia, w tym wysadzenie dwóch mostów i wykolejenie ośmiu pociągów. W najsłynniejszej akcji pod Arsenałem (oficjalnie „Meksyk II”– 26 marca 1943) odbito skatowanego przez Gestapo Janka Bytnara „Rudego”.

Plut. pchor. „Anoda” dowodził sekcją „butelki”, której atak pozwolił zatrzymać niemiecką furgonetkę.

Sam wyniósł z pola walki ciężko rannego kolegę, Alka Dawidowskiego, któremu wcześniej celnym strzałem ocalił życie. Za tę akcję rozkazem Komendanta Głównego AK gen. „Grota” otrzymał swój pierwszy Krzyż Walecznych.

Pod Celestynowem (z 20 na 21 maja 1943), jako członek grupy „więźniarka”, przejmował wagon przewożący z Majdanka do Oświęcimia czterdziestu dziewięciu więźniów.

Podczas akcji „Sól” (27 maja 1943) opanował wraz z kolegami magazyny fabryki chemicznej na Pradze, by zdobyć chloran potasu, potrzebny do konspiracyjnej produkcji materiałów wybuchowych.

W Sieczychach (20 sierpnia 1943) likwidował posterunek żandarmerii granicznej (Grenzschutz), w akcji „Pogorzel” ostrzeliwał wojskowy pociąg między Jaktorowem a Celestynowem (23/24 października 1943), pod Rogoźnem (5/6 kwietnia 1944) dowodził wysadzeniem przejazdu kolejowego, po której to akcji został odznaczony Krzyżem Walecznych po raz drugi.

Po tych sukcesach bojowych wiosną 1944 roku wziął udział w ćwiczeniach wojskowych, zorganizowanych dla przyszłych powstańców w bazie leśnej w Puszczy Białej.

W czasie tych ćwiczeń, dzięki swemu usposobieniu, poczuciu humoru i talentom artystyczno-aktorskim, stał się postacią najbardziej popularną w batalionie. Komponował piosenki, układał wierszyki, rysował karykatury kolegów i dowódców.

– Był utalentowanym improwizatorem. Jego zdolności aktorskie, sarkastyczny dowcip, umiejętność wyśmiewania się z ważnych i wielkich tego świata stanowiły nieprzebrany repertuar i źródło humoru – wspominali uczestnicy tych szkoleń. Z rozbawieniem wspominali, jak w ramach hartowania charakterów przeganiał chłopaków przez las o poranku.

– Pamiętacie, jak nas gnał przez krzaki jałowca na nagusa, robiąc kąpiel świętego Szczepana?

Pchor. plut. „Anoda”

Powstanie Warszawskie „Anoda” przeszedł jako dowódca plutonu w kompanii „Felek” Batalionu „Zośka” – od Woli, przez Starówkę i Powiśle, po Czerniaków.

W relacji spisanej przez Barbarę Wachowicz, matka „Anody” Zofia Rodowicz tak wspomina dzień 1 sierpnia:

– Janek odjechał o trzeciej po południu. Ucałował mnie, wskoczył na rower, pomknął. Był w doskonałym nastroju, przekonany, że zwyciężą. Nawdziewał na siebie, co tam miał wojskowego, nawet potem skądś zdobył czapkę ułańską…

– Ta czapka w Powstaniu zyskała Rodowiczowi przydomek ułana Batalionu „Zośka” – przypomina Barbara Wachowicz w swoim eseju.

Gdy po wojnie, latem, na plaży w Kazimierzu koleżanki pytały Janka, dlaczego nie zdejmuje koszulki, odpowiedział, że gdyby to zrobił, to one do końca pleneru nie mogłyby jeść mięsa – tak był poharatany…

Większość tych ran „Anoda” odniósł właśnie w Powstaniu.

2 sierpnia bez szwanku wyszedł z udanej akcji wyparcia Niemców z cmentarza ewangelickiego, gdzie wraz z kolegami z plutonu zdobył broń. Ale już 5 sierpnia na Okopowej niemiecki pocisk przestrzelił mu lewą nogę, a 9 sierpnia, podczas walk o szkołę przy Spokojnej, został ciężko ranny w lewe płuco.

Przyjaciel i towarzysz broni, Stanisław Sieradzki „Świst”, zawiózł go do szpitala Jana Bożego przy ulicy Bonifraterskiej na Nowym Mieście.

– Co parę godzin opuszczał siennik i snuł się po podziemiach między rannymi. Szczupły, dowcipkujący, był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci podziemnego szpitala. Umiał przechodzić obok ludzi leżących prostopadle do ścian, nie przeklinali go za nadepnięcie lub potrącenia – tak opisuje szpitalne dni „Anody” Aleksander Kamiński w Zośce i Parasolu.

Z Bonifraterskiej „Anoda” został przeniesiony do szpitala przy Miodowej. W czasie ewakuacji Starówki, 31 sierpnia, przeszedł kanałami do Śródmieścia, do szpitala przy Hożej 36. Nie zagrzał tam długo miejsca – mimo ran dołączył do kolegów walczących na Górnym Czerniakowie. 15 września na ulicy Wilanowskiej znów został raniony, tym razem w lewe ramię i łopatkę, miał strzaskane kości.

– Byłem świadkiem ciężkiego zranienia „Anody”. Zajmował stanowisko bojowe na drugim piętrze. Leżał na balkonie z pistoletem maszynowym, obserwując budynki po parzystej stronie Wilanowskiej. Stamtąd właśnie nadjechał czołg. Pocisk z działa trafił w balkon. Rannego „Anodę” wyciągnęliśmy z trudem do pokoju, potem do piwnicy. Straszny był widok poszarpanej odłamkami klatki piersiowej. Byłem załamany, płakałem… – wspominał po latach Stanisław Sieradzki. Po kolejnym ataku, też ranny, dołączył do „Anody”.

– Witał mnie jakby był zdrowy. Nigdy nie zapomnę serdeczności i troski, okazywanych mi w tej mrocznej piwnicy przez Janka – opowiadał „Świst”.

– A następnego dnia, w drodze do szpitala, zostałem rany odłamkami granatnika w lewy łokieć i przy upadku noszy doznałem złamania lewej ręki w łokciu – relacjonował po wojnie już sam „Anoda” w piśmie do Referatu Spraw Inwalidów Wojennych.

W nocy z 17 na 18 września, jako jeden z nielicznych, został ewakuowany na praski brzeg przez żołnierzy generała Berlinga.

– Przeżegnałem się jak go zobaczyłem! Zaniesiony na drzwiach nad Wisłę, wysypany jak ziemia (ja tak samo zresztą), czekaliśmy na zmiłowanie Boże – opisuje „Świst”.

Ale im obu udało się przeprawić pontonami na Pragę. W szpitalu w Aninie Rodowicz przeszedł transfuzję krwi i poważną operację. Dopiero na początku 1945 roku, po długim leczeniu, wrócił do rodziny, do Milanówka.

Po wojnie, mimo orzeczonych przez lekarzy 81 procent inwalidztwa, „Anoda” nie poddał się ani ułomnościom ciała, ani okolicznościom. Bardzo aktywny, nawiązał kontakt z dawnymi kolegami z „Zośki”, by wspólnie zająć się ekshumacjami i pogrzebami poległych kolegów. Dzięki nim na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, obok mogił pochowanych tam wcześniej, jeszcze za niemieckiej okupacji, żołnierzy-harcerzy, powstała kwatera Batalionu „Zośka”, z charakterystycznymi brzozowymi krzyżami.

Współpracował blisko z Henrykiem Kozłowskim „Kmitą” w ramach tzw. drugiej konspiracji, czyli w akcjach propagandowych skierowanych przeciwko reżimowi komunistycznemu. Zajmował się też spisywaniem list poległych i zaginionych żołnierzy „Zośki”, współtworzył archiwum batalionu.